Zaznacz stronę

(1*)

(1*)

(2*)

(2*)

(3*)

(3*)

(4*)

(4*)

(5*)

(5*)

(6*)

(6*)

(7*)

(7*)

(8*)

(8*)

(9*)

(9*)

(10*)

(10*)

(11*)

(11*)

(12*)

(12*)

(13*)

(13*)

(14*)

(14*)

(15*)

(15*)

(16*)

(16*)

(17*)

(17*)

(18*)

(18*)

(19*)

(19*)

(20*)

(20*)

Mało słońca, Dużo euforii. Sielpia – Borków

utworzone przez | Lip 23, 2018

Dzień 2

…spałem dość płytko. Nie wiem czy do końca można ten stan nazwać snem – raczej było to czuwanie.
Mimo, że rower przywiązany był do namiotu oraz dość mocno ukryty wciąż się o niego bałem. Każdy szmer od razu mnie wybudzał. Jednak było bardzo przyjemnie. Mimo nocy ptaki wciąż śpiewały, żaby rechotały i dawały o sobie znać inne żyjątka to gdzieś z tyłu głowy wciąż tlił się niepokój. Pewnie gdybym nie był sam zupełnie inaczej by to wyglądało. Nad ranem przysnąłem troszkę mocniej ale mój sen długo nie potrwał. Zbudził mnie dźwięk deszczu kapiącego na namiot. Z jednej strony powinienem wstawać przemyć ręce, założyć soczewki i składać namiot puki jeszcze nie zamókł całkiem. Z drugiej strony i tak jest cały zawilgotniały więc ten deszczyk dużo nie zmieni. Wciąż tli się nadzieja, że może jednak za chwilę wyjdzie słońce i wszystko się ułoży. Jeszcze spróbuję chwilkę pospać. Zmęczenie daje się we znaki ale nie demotywuje. Euforia związana z podróżą sprawia, że ani deszcz ani brak słońca nie są mi straszne – jeszcze 😛
Koło godziny 7 deszcz wciąż się wzmagał. (1*)Trzeba składać namiot i ruszać przed siebie dalej. Na zdjęciu wyżej możecie zaobserwować mistrzowskie efekty rozkładania namiotu po ciemku 🙂 haha. Mimo tego, ze nie wyszło to tak jak powinno namiot nie przemókł. Jego konstrukcja dodatkowo pozwalała swobodnie usiąść w środku  nie dotykając ścianek namiotu. Był bardzo komfortowy. Jako jedyny minus mogę podać fakt, że nie posiada jako-takiego przedsionka. W momencie gdy pada deszcz i chciałem wydostać się z namiotu krople deszczu wpadają do namiotu. Poza tym wszystko suuuuper!
Spakowałem wszystkie rzeczy do plecaka, wyciągnąłem z sakwy podsiodłowej  kurtkę przeciwdeszczową, na tyłek założyłem nieprzemakalne spodnie z podklejonymi szwami. Mimo deszczu było bardzo komfortowo. Namiot złapałem w rękę, nie chciałem go wiązać do plecaka na miejscu. Wszystko było mokre. Bałem się, że plecak przemoknie. Posiadam pokrowiec wodoodporny na plecak jednak gdy go zakładam nie mogę przywiązać namiotu pod spód plecaka. Tak więc w ręku wiozłem namiot w drugiej ręce siatkę ze śmieciami, na plecach plecak i przed siebie.
(2*)Szukam jakiegoś miejsca by schronić się przed deszczem i wszystko poukładać na spokojnie w suchym miejscu. Jak na złość nic nie mogę znaleźć. Dopiero po kilku kilometrach zatrzymałem się pod przystankiem autobusowym.  Mimo przeciwności losu jechałem z uśmiechem. Wtedy myślałem sobie, że jest to przygoda, kiedyś będę się z tego śmiał 🙂 Zmęczenie nie dawało się we znaki tak więc i poziom euforii był na wysokim poziomie.
Deszcz czasem zamieniał się w mżawkę i za chwilę znowu zaczynało mocno padać. Wciąż padało. Jedyne co mi przeszkadzało to buty, które całkowicie przemokły po pewnym czasie. Poza tym wszystko ok.
(3*)Zwierzęta wydawały się nie przejmować pogodą 🙂

(4*)Mój pierwszy MOR napotkany na trasie 🙂 a tam śniadanko i kawka 🙂 Wprawdzie wody nie miałem ze sobą ale sąsiad z podwórka obok poratował menażką wody 🙂
Postanowiłem wypróbować wodoodporność plecaka bez założonego pokrowca. Szkoda tylko, że nie pomyślałem, żeby ciuchy w nim pochować w siatki 😛

(5*)

(6*) Powoli zaczynam zauważać w krajobrazie, że wyjechałem z mazowieckiego i wjechałem w świętokrzyskie 🙂 Deszcz pada ale plenery zachwycają! Pierwsze widoki na bardziej zróżnicowany teren 🙂

(7*)Kaczuchom nie przeszkadzało w żaden sposób moje towarzystwo. gdy przejeżdżałem obok nawet się nie ruszyły 🙂

(8*)Niestety na zdjęciu tego nie widać ale widoczek robił wrażenie 🙂 W mazowieckim raczej jest dość płasko tak więc każdy podjazd który zwieńczony był podobnym widokiem dawał dużo radości. Wtedy jeszcze nie miałem pojęcia, że prawdziwie szybkie zjazdy i wymagające podjazdy są przede mną 🙂

(9*)W tych okolicach-jak widać-nawet koty lubią deszcz 🙂
PS. bardzo sielankowy odcinek trasy. Piękne widoki i niesamowity klimat – przyjemnie się jechało mimo deszczu 🙂

(10*) Niesamowity klimat! Ten kościół wyglądał niesamowicie! Prawdę mówiąc nie chciałbym się tam znaleźć sam w nocy.
Po drugiej stronie ulicy stał nowy kościół z olbrzymią dzwonnicą ale nie robił takiego wrażenia jak ten na zdjęciu 🙂

(10*) Gdy zobaczyłem ten podjazd byłem przerażony. Teraz śmiało mogę powiedzieć, że w porównaniu do tego jakie podjazdy na mnie czekały to było ziewanie 😀

(11*) Gdy natura wygrywa z cywilizacją 🙂

(12*) Wiedziałem, że nazwa miejscowości Podzamcze musi coś skrywać 🙂  Całkiem przypadkiem natrafiłem na niesamowity budynek do którego bez problemu można wejść. Dość mocno zdominowany jest przez naturę ale to tylko dodaje mu uroku. Jak się potem okazało był to Pałac Tarłów w Podzamczu Piekoszowskim. Rezydencja w stylu barokowym z połowy XVII wieku.

(13*) Rzymskokatolicka Parafia pw. Przemienienia Pańskiego

(14*) Wjechałem do Kielc 🙂

(15*) Kadzielnia w Kielcach. Przepiękne miejsce w centrum miasta.

Wspaniałe widoki! A dodatkowo przestało na chwilę padać 😀 mogłem na spokojnie pozwiedzać 🙂

W Kielcach długo nie zabawiłem ale przyznać muszę, że miasto wydało mi się baaaaardzo przyjazne rowerzystom. Duża sieć ścieżek rowerowych – do tego niektóre szersze od chodników 🙂 miasto otoczone oraz wypełnione dużą ilością zieleni. Wiele miejsc w których można pobiegać lub pojeździć rowerem! Na pewno tu jeszcze wrócę!!! 🙂

(16*) Leśni przyjaciele 😀 hahaha

(17*) Młyn? a może elektrownia wodna 🙂

(17*) Pod koniec dnia dość mocno się wypogodziło 🙂 czas na szybką “kąpiel”. Komary zadbały by była to naprawdę szybka akcja 😛

(18*) Na pierwszym planie przepiękne pole makowe. W tle miejscowy szarżuje ciągnikiem po polu 😛

(19*) No i dotarłem na miejsce – Zalew w Borkowie. Teraz tylko zlokalizować muszę sklep by uzupełnić zapasy, oraz zaplanować coś na kolację. Następnie poszukiwania odpowiedniego miejsca do spania i możemy rozkładać namiot. Im wcześniej tym lepiej. W końcu namiot pamięta jeszcze dość dobrze dzisiejsze deszcze. Dobrze gdyby miał chwilę czasu na przeschnięcie. Oczywiście jeśli chodzi o kwestię znalezienia miejsca do spania najlepiej orientują się miejscowi. W sklepie sporo osób oglądało mecz (trwały mistrzostwa świata). wszyscy zgodnie wskazali mi miejsce gdzie mogę bez problemu rozłożyć namiot.

(20*)Tam też się udałem. Znalazłem pewne miejsce gdzie za mną rosły gęste krzaki przez które człowiek nie dał by rady przejść, obok palenisko a przede mną woda.

(20*) Chwasty trawa i krzaki były niedawno wycięte (jak się potem okazało ze względu na odbywające się niedawno zawody wędkarskie). Przed zachodem słońca rozstawiłem namiot, schowałem za nim rower, który następnie przykryłem pokrzywami oraz gałęziami tak by nie był widoczny dla mogących się pojawić w pobliżu osób.  Grubsze gałęzie, które zostały z wycinki były rzucone na kupę pod krzaki które rozpościerały się za moimi plecami. Dzięki temu miałem suche drewno na rozpalenie ogniska. Nazbierałem oraz połamałem na mniejsze części gałęzie na ognisko. Wprawdzie na kolację zaplanowałem makaron z mięsem oraz sosem pomidorowym. Ale ognisko przyda mi się by odstraszać komary oraz dzikie zwierzęta kręcące się w pobliżu. Dodatkowo ognisko sprawiało, że czułem się spokojniej 🙂

(20*) Tak elegancko się urządziłem 🙂 Ognisko płonie a kolacja się gotuje 🙂

(20*) A tutaj widać co zrobiłem z rowerem 🙂 albo i nie widać 🙂

(20*) Ciężki początek dnia został mi wynagrodzony niesamowitym końcem dnia. Załapałem się na piękny zachód słońca.

(20*) Jeszcze na wieczór miałem gości 😛

Słońce zaszło a ja siedziałem z piwkami przy ognisku 🙂 ugotowałem makaron, do niego zmajstrowałem sosik pomidorowy z kiełbasą oraz czosnkiem. Naprawdę elegancko się najadłem na noc. W oddali było słychać odgłosy ludzi którzy pili na molo.
Wysączyłem na spokojnie dwa piwka, do ogniska dorzuciłem resztę drewna jakie miałem i wskoczyłem do namiotu spać. To był naprawdę przyjemny wieczór.

cdn…