Zaznacz stronę

(1*)

(1*)

(2*)

(2*)

(3*)

(3*)

(4*)

(4*)

(5*)

(5*)

(6*)

(6*)

(7*)

(7*)

(8*)

(8*)

(9*)

(9*)

(10*)

(10*)

(11*)

(11*)

(12*)

(12*)

(13*)

(13*)

(14*)

(14*)

(15*)

(15*)

(16*)

(16*)

(17*)

(17*)

(18*)

(18*)

(19*)

(19*)

(20*)

(20*)

(21*)

(21*)

Szybkie wąwozy i leniwe sady! Borków – Sandomierz

utworzone przez | Sie 21, 2018

Hej!
Po dość długiej przerwie spowodowanej festiwalowymi wojażami oraz dość ciężkim upadkiem na kość ogonową rzeczywistości wracam z nowym wpisem! Obiecuję, że dołożę więcej starań by wpisy pojawiały się regularnie 🙂

Dzień 3

Tej nocy sen również nie był łaskawy ale zmęczenia przez dzień nie czułem – euforia wciąż na wysooookim poziomie. Do momentu w ,którym słychać było trzask palącego się ogniska przy namiocie a we krwi krążyła delikatna ilość alkoholu spało się naprawdę przyjemnie. Jednak gdy przebudziłem się po 3:00 uczucie niepokoju a właściwie strachu o rower wróciło. Dość płytki “sen” do świtu. Gdy się rozjaśniło uspokoiłem się i dość mocno przysnąłem.
Obudził mnie szelest obecności człowieka w pobliżu oraz skrzypienie kół. Otworzyłem oczy i wpadłem w panikę będąc jeszcze mocno zamroczonym snem. Wszystko miało miejsce kilkanaście minut po godzinie 5:00. Od razu pomyślałem, że to dźwięk kół od mojego roweru. Ktoś już go dawno wyciągnął zza namiotu a ja dopiero teraz się zorientowałem.  Krzyknąłem i szybko wyjrzałem z namiotu. Na szczęście okazało się, że to wędkarz, który rozbił się obok a ze sobą miał dość leciwą torbę na kółkach w której trzymał sprzęt wędkarski. Kamień spadł mi z serca a za razem zrobiło mi się dość głupio z powodu mojej dość dziwnej reakcji. Na szczęście po kilku sekundach udało mi się złapać kontakt z wędkarzem.

(1*) Zacząłem składać swoje rzeczy w namiocie i pakować powoli do plecaka. W międzyczasie umyłem twarz oraz ręce i założyłem soczewki wciąż rozmawiając na coraz to nowsze tematy. Z każdą chwilą rozmowa stawała się coraz bardziej luźna. W ogóle zanikła gdzieś bariera wiekowa. Po chwili – ku mojemu zdziwieniu – okazało się, że wędkarz również pochodzi z Radomia (jaki ten świat mały). Poruszyliśmy dość sporo ciekawych kwestii. Wytłumaczyłem skąd moja dość raptowna reakcja po przebudzeniu. Maskowanie roweru okazało się na tyle dobre, że do momentu w którym nie zacząłem opowiadać o tym, że dotarłem tu na dwóch kółkach Pan Krzysio nie zorientował się, że jestem tu z rowerem 🙂  W międzyczasie Pan Krzysio przypilnował mi rzeczy, namiot suszył się z porannej rosy a ja poszedłem popływać w zalewie i przeprać przepocone ciuchy z poprzedniego dnia.

(2*) Śniadanie, mycie zębów, i składanie wszystkiego do wyjazdu. Usłyszałem tyle ciekawych historii, że zapomniałem, że trzeba ruszać dalej w drogę. Koło 11:00 wyjechałem. Od rana słonko pięknie świeciło na czystym niebie, tak podczas wyjazdu niebo zrobiło się szare i słońce zniknęło gdzieś za chmurami rozsianymi po całym niebie. Bałem się by nie zaczęło padać ale w głębi duszy cieszyłem się, że nie będzie prażyć podczas jazdy.

(3*) Zaraz obok miejsca w którym się rozłożyłem znajdowała się dość spora plaża z molo. Na szczęście o tak wczesnej godzinie nie było tam nikogo. Cała plaża dla mnie 🙂

(4*) Droga tego dnia zaczęła się dość wdzięcznie – idealny asfalt przez pachnący las

(5*) Im dalej tym gęściej a ścieżka rowerowa zrobiła się na tyle wąska, że auta tamtędy nie jeździły. Przynajmniej ja nie spotkałem żadnego.
(6*) Droga prowadziła naprawdę głęboko w las a im dalej tym bardziej dało się wyczuć zapach poziomek których było mnóstwo. Wszystkie pochowane pod liściami, wystarczyło się schylić i nie wiadomo było skąd zacząć zrywanie 🙂 Okazało się, że kilka kroków w głąb rosło również mnóstwo jagód! Las smacznie wynagrodził mi wysiłek 🙂

(7*) Las jest tak niesamowicie urokliwym i magicznym miejscem, że nigdy się nie nudzi. Wystarczy rozejrzeć się by znaleźć przepiękne miejsca 🙂

(8*) Mimo szarego nieba kwiaty świeciły pośród olbrzymich łąk rozpościerających się dookoła.

(9*) Na wyludniających się wsiach takie widoki są na porządku dziennym. Natura 1:0 Człowiek 🙂

 (10*) Jak widać fanów piłki kopanej znajdziemy w każdym nawet najbardziej zapomnianym zakątku świata. haha

(11*) Widok na kościółek z jednego z przydrożnych MOR’ów
Pamiętam, że w tym miejscu soczewki zaczęły mi naprawdę mocno doskwierać. Wiatr wciąż dął w twarz i mimo okularów rowerowych soczewki wyschły mi dość mocno i zaczęły doskwierać. Tak więc chwila przerwy, coś na ząb, oczy niech odpoczną od soczewek i ruszamy dalej 🙂

(12*) Fontanna na Placu Wolności w Rakowie. Nazwa miejscowości zobowiązuje 😛

(13*) Kręte, ciche, nieuczęszczane drogi otoczone gęstą soczystą zielenią przyrody. Obrazki niczym z bajki. Uwielbiam 🙂

(14*) Kolejny bajeczny widok. Szkoda tylko, że prosty aparat nie jest w stanie oddać całości klimatu, który panował w tamtym momencie.

(15*) W sylwestra odwiedziliśmy to miejsce z przyjaciółmi 🙂 Miejscowość na zdjęciu nazywa się Iwaniska. Nieopodal mieliśmy wynajęty domek i robiąc sobie małą wycieczkę pieszą na zamek Krzyżtopór zahaczyliśmy o tutejszy rynek.  Tutaj po raz pierwszy  zobaczyłem na żywo oznakowanie szlaku Green Velo. Wtedy wiedziałem już, że muszę to zrobić – przejechać ten szlak w całości 😀

(16*) Jest i on! Zamek Krzyżtopór w miejscowości Ujazd. Polecam wszystkim! Niesamowity widok, niesamowite przeżycia. Po raz pierwszy podziwiałem go zimną. W okresie letnim widoki są jeszcze piękniejsze 🙂




Wiele różnych ujęć na ten sam obiekt. Wiem, że w zestawieniu są niespójne – każde inne, mimo że podobne. Uwielbiam ten obiekt i nie mogłem się zdecydować 🙂
Tutaj właśnie zaczyna się moim zdaniem najpiękniejszy odcinek Świętokrzyskiego Green Velo. Jest to odcinek trasy, który bardzo mocno wrył się w moją świadomość za sprawą swojego niepowtarzalnego klimatu! Oddalając się od ruin zamku  wjeżdżamy w bardzo ciekawe miejsca.

(17*) Zaczyna się dość mocno zróżnicowany pod względem wysokości teren a wraz z nim wąwozy. Bardzo szybkie odcinki w wąwozach dają dużo adrenaliny. Nie wiadomo czy za kolejnym zakrętem nie pojawi się naglę z naprzeciwka jadący traktor bądź auto. z lewej i prawej strony wystają korzenie, osuwający się teren. Drzewa zaczynają rosnąć gdzieś wysoko nad głowami. Przepiękne miejsca, lecz naprawdę szkoda było mi się zatrzymywać i psuć tą chwilę by pstrykać zdjęcia (dlatego też tak ich niewiele z tych odcinków). (17*) Sporo podjazdów i to dość stromych ale jak to wiadomo za każdym podjazdem musi znajdować się zjazd 😀 i te zjazdy rekompensują cały trud włożony w przebycie tej trasy. (18*) Z czasem teren powoli się wyrównuje, staje się coraz bardziej płaski. im bliżej Sandomierza tym spokojniej.

(19*) Po wielkiej ilości dość wymagających (jak dla mnie) podjazdów gdy teren zaczął się już uspokajać docieram do drogi asfaltowej nadającej się do całkowitej wymiany i nagle pojawia się ten znak. Łezzy napływają do oczy z bezradności ale trzeba ruszać dalej 😛 haha

(20*) I tutaj zaczyna się kolejna niesamowicie przyjemna część tejże trasy. Zasadniczo płaskie tereny asfaltowo szutrowe między olbrzymimi połaciami drzewek owocowych. Wszechobecne sady a po środku nich szlak rowerowy. Przepiękne widoki, bardzo chill’ujący klimat. Po tych wszystkich wariactwach takie wyciszenie przed snem bardzo fajnie robi. Można się rozmarzyć 🙂
długa trasa zwieńczona jest wjazdem do Sandomierza.(21*) Tutaj znalazłem tani nocleg nad Pizzerią. Rozłożyłem swoje rzeczy. Wreszcie podpiąłem wszystkie urządzenia do ładowania.

(21*) Prysznic, piwo i pseudo-kolacja przed snem. To był ciężki ale i niezwykle inspirujący dzień 🙂 Oczy tak mi się kleiły i sen pukał do resztek świadomości, że nie miałem nawet siły zapisać na spokojnie przemyśleń z całego dnia w notatkach. Jedno jest pewne. Tej trasy nie zapomniałem pomimo kilkunastu setek kolejnych kilometrów.
czas na sen. dobranoc…

cdn.