Zaznacz stronę

(1*)

(1*)

(2*)

(2*)

(3*)

(3*)

(4*)

(4*)

(5*)

(5*)

(6*)

(6*)

(7*)

(7*)

(8*)

(8*)

(9*)

(9*)

(10*)

(10*)

(11*)

(11*)

(12*)

(12*)

(13*)

(13*)

(14*)

(14*)

(15*)

(15*)

(16*)

(16*)

Na rozstaju dróg. Sandomierz – Przychojec

utworzone przez | Wrz 14, 2018

Hej!
No dobra, za mną kolejny wypoczynek. Tym razem Bieszczady 😀
Ale czas na powrót do rzeczywistości. Wypadało by na nowo złapać odpowiedni rytm pracy.

Dzień 4

Ten dzień okazał się dniem wyboru! Albo ryzykuję (nigdy wcześniej tak długiej trasy nie obrałem) i jadę dłuższą trasą po mocnno zróżnicowanym terenie w południową stronę polski… albo ruszam dalej w stronę wschodniej granicy a górzysty teren nadrobię przy innej wyprawie. Chwilę stałem i dumałem ale chyba podświadomie od początku wiedziałem, że  w tym przypadku nie ma miejsca na kompromisy. Jest to wyzwanie zarówno dla mnie jak i dla mojego roweru.
– To była zajebiście ważna i zarazem doooooooobra decyzja 😉

Dzisiaj spałem jak bobasek.
Obudziłem się dość wcześnie. Na korytarzu znajdowała się wspólna kuchnia. Ktoś z rana przygotowywał sobie śniadanie oraz kawę i nie robił tego zbyt dyskretnie. Rozmowy, obijające się garnki oraz trzaskanie drzwiami było dość uporczywe. Jednak pomyślałem, że trzeba wstawać jak najszybciej a to był po prostu dobry budzik. Dodatkowo trzeba brać pod uwagę, że szukając taniego noclegu trzeba iść na pewne kompromisy. Spotkałem na swojej drodze sporo opowieści o ludziach, którzy szukając noclegu za (przykładowo) 30zł oczekiwali udogodnień na najwyższym poziomie i a wszystko dookoła im przeszkadzało. Ja raczej nie jestem konfliktową osobą, mało rzeczy jest w stanie mnie wyprowadzić z równowagi a dodatkowo lubię poznawać nowych ludzi dlatego też takie miejsca wcale mi nie przeszkadzają. Wręcz przeciwnie – bardzo dobrze i swobodnie się w nich czuję.
Gdy rozejrzałem się dookoła okazało się, że niestety nie wszystko podpiąłem do ładowania – mało ładowarek, dużo do ładowania. Miałem dokonać zamiany w nocy ale za mocno spałem. Nic już nie poradzę. Poskładałem swoje rzeczy, poczekałem aż łazienka się zwolni. poszedłem się umyć. Czas na śniadanie! Z dnia poprzedniego został mi słoik z jakimś gotowym daniem. Nie chcąc wozić ze sobą dodatkowego obciążenia postanowiłem zjeść zawartość na śniadanie 🙂
(1*) Już nie pamiętam co to za danie ale mocno się posiliłem i ruszyłem w dalszą drogę.

(2*) Tego dnia deszcz dawał się delikatnie we znaki. Nie był on na tyle obfity by pokrzyżować plany ale jednak coś tam siąpiło więc kurtkę na sobie wypadało mieć. Z jednej strony chciałem ją zdjąć bo jednak tylko mżyło a z drugiej nie chciałem przemoknąć podczas szybkiej jazdy. Ciężko określić słowami ten dziwny stan na pograniczu komfortu.
W mieście nieopodal noclegu znalazłem jeden z tych średniej wielkości marketów, które świecąc na żółto, mocno zarażają wszelkie miejscowości w Polsce swoją nadmierną obecnością. Przypiąłem U-lock’iem rower do tablicy z promocjami przed wejściem i wskoczyłem z całym dobytkiem na plecach do środka. Myślałem, że szybko uzupełnię zapasy i robię wypad z miasta. Ale nie ma tak łatwo 😛 W środku spotkałem sporo życzliwych ludzi, których mocno zainteresował mój wypchany plecak. Niektórzy wypytywali skąd jestem i dokąd zmierzam, Inni wspominali młodzieńcze lata w harcerstwie patrząc na na to jak jestem opakowany wszystkim dookoła. Pogawędziłem troszkę przy kasach, trochę przed marketem. Ciepło żegnając się ze wszystkimi ruszyłem w stronę centrum.
Jadę patrząc ze skupieniem pod koła by w tym natłoku aut nie wykonać fałszywego ruchu. Mijam zielony park/skwer, aż tu nagle pojawia się przede mną podjazd. Patrzę w górę a tam moim oczom ukazuje się przepiękna Brama Opatowska. Powolutku podjechałem pod górę i przejechałem na drugą stronę magicznej bramy a nad moją głową ukazała się niesamowita rzeźba kroczącego Flisaka po linie. Autorem pracy jest Jerzy Jotka Kędziora.

(3*) Pomyślałem, że skoro już tu jestem to czemu by nie pokręcić się po zakamarkach. No i natrafiłem na ciekawy punkt widokowy 🙂

(4*) Znalazłem podziemną Trasę Turystyczną. Przyznaje się bez bicia, że nie miałem o niej pojęcia. Niestety nie udało mi się tam wtargnąć 😛

(5*) Ten budynek prześladował mnie odkąd wjechałem na szlak Green Velo. Zdjęcie w dużo bardziej przyjaznych warunkach atmosferycznych znajduje się chyba na każdej tablicy informacyjnej przy MOR’ach. Wiesz co to za budynek? 🙂

(6*) A zjeżdżając ulicami po drugiej stronie rynku można napotkać naprawdę ciekawe widoki… 🙂

(7*) …oraz takie perełki w centrum miasta 🙂 Pustostany zawsze mnie bardzo interesowały. Mają w sobie jakąś magię przeszłości.

(8*) Pierwszy Green Velo’wy “pomnik” który napotkałem na trasie! Naprawdę super inicjatywa 🙂  Sczególnie dla mnie te działania w przestrzeni miały wtedy specjalne znaczenie. Gdy jedzie się całą trasę od początku do końca i ma się tą świadomość ile już się przejechało a ile jeszcze zostało to naprawdę dodaje energii. Te pomniki są takimi swojego rodzaju Punktami Kontrolnymi 🙂 W tym miejscu zaraz po zrobieniu tego zdjęcia spotkałem Parę z Rosji, która rowerami z sakwami przemierzała polskie miasta 🙂 chwilę porozmawialiśmy, pstryknąłem im fotę pamiątkową i ruszyłem dalej 🙂

(9*) Mimo, że pogoda cały czas była kapryśna to “okołomiasteczkowy” StreetArt mocno poprawiał humor 😀 😀 😀 Takich perełek było dość sporo po drodze ;D hahaha

(10*) A oto jedno z moich marzeń. Dorwać w swoje ręce jeden z takich niesamowicie klimatycznych, przepięknych domów i móc go powoli odrestaurowywać. Następnie otworzyć agroturystykę i na każdym kroku poznawać nowych ludzi 😀 😀 😀

(11*) Niesamowicie zadbany okaz 😀 byłem pod wrażeniem! Piękny widok 🙂

(12*) Po raz pierwszy widziałem na własne oczy jak wygląda rozbiórka starego mostu 🙂 Głoooooośne przeżycie 🙂

(13*) Przerwa na posiłek!!! Dzień w dzień starałem się zmusić by upichcić coś po swojemu. Niestety brak miejsca w plecaku, ciężar zakupów oraz brak czasu spowodował, że gotować zdarzyło mi się tylko kilka razy przed snem. Rzeczywistość szybko zweryfikowała poprzednie plany. Na obiad (jeśli tak to można nazwać) zazwyczaj kupowałem gotowe dania w słoikach i bułeczkę do tego 🙂 Tyle różnych rodzajów jedzenia tego typu jest, że nie zdążyło mi się to przejeść przez cały wypad.

(14*) i kolejna pamiątkowa fota przy Witaczu Green Velo 🙂

(15*) Powoli docieramy do końcówki trasy na ten dzień. Czas zacząć szukać jakiegoś lokum do spania. Telefon, internet i szukamy. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że najszybszym sposobem na uzyskanie rzetelnych informacji na ten temat jest dojechanie do centrum danej mieściny czy wsi i wypytanie miejscowych o najtańszy/najciekawszy nocleg. Sporo czasu traciłem na poszukiwania w internecie ofert. Sporo z nich wyglądało zachęcająco (np: najtańsze pokoje w mieście) a gdy dzwoniłem okazywało się, że mój pobyt od godziny 20:00 do 7:00 rano kosztował by mnie 80zł.  Nigdy nie wiedziałem dokąd tak właściwie uda mi się danego dnia dojechać. Wpływało na to za dużo zmiennych: rodzaj nawierzchni, pogoda, ilość ciekawych miejsc. Tych przyrodniczych (przede wszystkim punktów widokowych) jak i architektonicznych no i ludzie z którymi nawiążę kontakt po drodze. Czasami trasa mierzyła 70km a czasem 130km. Dlatego w pewnym momencie przestałem szukać informacji o noclegach w telefonie a zacząłem te informacje uzyskiwać od lokalsów 🙂 Dużo przyjemniejszy sposób 🙂

Zatrzymując się przy najbliższym sklepie zauważyłem, że obok wejścia stoi kilku mężczyzn w różnym wieku. Prowadząc ożywione rozmowy, mocno gestykulowali i popijali różnego rodzaju trunki 😉 Wszedłem do sklepu, kupiłem małe co nieco, usiadłem obok na krawężniku i otworzyłem zakupione pyszności. Rozmowa zaczęła się szybciej niż mogło mi się wydawać. Zaczęły się sypać pytania skąd jestem, gdzie chcę dotrzeć itp itd. Nim się obejrzałem zaczęło się robić późno. Tłumaczę się, że muszę zmykać dalej bo szukam jakiegoś noclegu. Kilka opcji znalazłem w internecie ale to jeszcze kawał drogi. Po chwili już miałem wyłożone jak na ręce info o najbliższych noclegach. Kto zdziera a kto przyjmuje całe wycieczki 🙂 haha.
Po chwili wszyscy gdzieś poznikali. Ja kończyłem piwo a z całego tłumu został tylko jeden człowiek. Okazał się bardzo rozmowny, bardzo pomocny i gdyby mógł to by podzielił się wszystkim czym tylko jest w stanie. Zaproponował mi, że zamiast płacić obcym ludziom kasę za nocleg to mogę sobie u niego na podwórku rozłożyć namiot. Jeśli boję się deszczu to mogę przespać się w stolarni.

Tym dobrym człowiekiem jest Pan Stanisław – inaczej Stani 😀
Stani oprowadził mnie po podwórku. Pokazał swoją stolarnię i oprowadził po wnętrzu. Schowałem do środka rower oraz plecak z obawy przed nocnymi deszczami. Następnie poleciałem do sklepu po jakieś integracyjne 0,5 i coś na ząb do przegryzienia. Gdy wróciłem zasiedliśmy w domu do stołu a z każdym kieliszkiem robiło się coraz zabawniej.
Usłyszałem naprawdę niesamowite historie z życia Staniego.
Opowiedział mi o swoich latach świetności gdy warsztat stolarski hulał na pełnych obrotach. O tym jak wszyscy z okolicznych miejscowości ustawiali się w kolejkach do niego. O kobiecie, którą zostawił w kraju by zarabiać za granicą. O kobiecie, która pojawiła się na emigracji i sporych komplikacjach z tym związanych. O pojawieniu się dużych firm meblarskich, które skutecznie zabrały mu większość klientów oraz mocno utrudniły pracę warsztatu. Dużo duuuużo opowiadania 🙂 Mimo wielu przykrości, utraconych chwil oraz bliskich osób, których bardzo żałował, Stani starał się szukać dobra w całej obecnej sytuacji. Nikogo dookoła nie obwiniał za to co się teraz dzieje. Widać było, że tęskni za rodziną i chciałby na nowo poprawić zaniedbane kontakty. Myślę, że potrzebuję tylko jakiegoś bodźca by dalej ruszyć z miejsca.

Zrobiło się dość ciemno i późno a ja zapomniałem, że nie mam już ciuchów na przebranie – wszystko brudne! Na podjęcie decyzji by jednak znaleźć nocleg mocny wpływ miał również fakt ze ostatniej nocy przypomniałem sobie jak to jest się dobrze wyspać w łóżku i chyba troszkę mi tego brakowało. No a do tego wszystkiego mocno rozładowana elektronika oraz moje soczewki z brakiem dostępu do wody.

Było mi bardzo głupio uciekać tak nagle. Ale dobrych wspomnień i niesamowitych opowieści nikt mi nie zabierze 🙂 Złapałem rower, wrzuciłem plecak na plecy, zadzwoniłem do pobliskiej agroturystyki “Pod Lipą” i dogadałem super dogodną cenę jak na tak super warunki.

(16*) Pani gospodyni bardzo ciepło mnie przyjęła. Pokazała gdzie mogę się rozłożyć i zaprosiła na świeżo zmieloną (w starym ręcznym młynku) kawę. Usiedliśmy z tą nieziemsko aromatyczną kawą przy stole. Mnie już nie trzeba było namawiać do rozmowy po wcześniejszych % 😛 Rozmawiało się bardzo przyjemnie. Zostałem poczęstowany pieczywem a do niego dostałem własnej roboty masełko, biały serek oraz smalczyk z ziołami. Królewski poczęstunek 🙂

(16*) Przepiękne meble, niesamowity wystrój oraz jedyny w swoim rodzaju klimat!!! 🙂

(16*) Zioła z pobliskiego ogródka 🙂 Miałem również przyjemność pomagać przy przygotowaniu galarety.

(16*) Tutaj już nie było kompromisów 😛 nawet zbyt krótki kabel nie był przeszkodą.
Dużo się dowiedziałem o owej agroturystyce (właściwie to można powiedzieć, że jest to prywatny skansen). Ale to co zobaczyłem tutaj na drugi dzień gdy słońce pozwoliło na zwiedzanie… haha niespodzianek ciąg dalszy 😀

cdn…