Zaznacz stronę

(1*)

(1*)

(2*)

(2*)

(3*)

(3*)

(4*)

(4*)

(5*)

(5*)

(6*)

(6*)

(7*)

(7*)

(8*)

(8*)

(9*)

(9*)

(10*)

(10*)

(11*)

(11*)

(12*)

(12*)

(13*)

(13*)

(14*)

(14*)

Przychojec – 3x Łomża – Rzeszów.

utworzone przez | Gru 3, 2018

Hej!
No i dalej do regularności mi daleko.
Tym razem coroczny festiwal najgorszej z możliwych wersji anginy…
Męczarnia na najwyższym poziomie z brakiem snu oraz ze zniszczonym gardłem tak, że przełykanie śliny sprawiało ból, który zaciskał zęby. Najgorszemu wrogowi nie życzę! Na szczęście już wróciłem do żywych 🙂
Niestety dookoła sporo się dzieje, coraz więcej pracy, mniej czasu na opiekowanie się blogiem. Może troszkę mi brak motywacji? sam już nie wiem. W każdym razie wracam z kolejnym dniem 🙂

Dzień 5

Obudziłem się wypoczęty 🙂 Słonko już mocno świeciło (nareszcie znaczna poprawa pogodyyy!!!!) a ja zacząłem zbierać elektronikę oraz swoje ciuchy. Dostęp do łazienki miałem bezpośrednio ze swojego pokoju więc szybka prycha i dopakowanie reszty rzeczy.
Na śniadanie nie miałem tym razem nic ale pomyślałem, że nadrobię po drodze. Gdy wynurzyłem się z pokoju gospodyni zaprosiła mnie na świeżo zmieloną kawkę. Do kawy dostałem pieczywo, masełko oraz twaróg (Jeszcze raz najmocniej dziękuję za tak pyszne rarytasy!) Podczas porannej kawy dowiedziałem się, że gospodarze wybierają się dzisiaj na zakupy do miasta ale na miejscu akurat jest ich syn tak więc mogę na spokojnie się zebrać, nie muszę się spieszyć z wyjściem, ale zanim sobie pojadę to najpierw obiecana wycieczka w czasie po okolicznych dobrach. Ekspresowe zwiedzanie “mikroskansenu” niosło ze sobą niesamowity natłok atrakcji. Okazało się, że agroturystyka Pod Lipą uzyskała wiele wyróżnień oraz nagród. Regularnie przybywają tu autokary wycieczkowe z dzieciakami, które mogą obserwować jak kiedyś wyglądało życie w tych rejonach. By lepiej wczuć się w rolę najmłodsi mają do dyspozycji pomieszczenie wypełnione strojami w które mogą się przebrać. Stary (czynny) piec do wypiekania “chlebków” zapraszał do zabawy. Duuuuuuuża ilość zwierząt, zielnik, oraz sztuczna krowa na której można ćwiczyć dojenie – to tylko namiastka tego co możemy tam znaleźć! To co tam zobaczyłem było niesamowite ale czas gonił 🙁
(1*) Gdy planowałem tę wycieczkę postanowiłem, że muszę zabrać ze sobą jak najmniej rzeczy by odciążyć maksymalnie plecy. Na wyjazd w plecak spakowałem dwie pary krótkich spodenek sportowych. Jedne na siebie – drugie na zmianę. Niestety jedne z nich dość mocno rozerwałem w kroku 😛 z każdym mocniejszym ruchem spodnie pruły się coraz bardziej. Na szczęście z rana przypomniałem sobie o tym fakcie i udało mi się jeszcze wyprosić o nitkę oraz igłę. Usiadłem cierpliwie przed wyjazdem i zacząłem cerować olbrzymią dziurę w spodenkach. Po dłuższej chwili spodnie zostały “odratowane”. a ja mogłem zbierać się do wyjścia. W miedzy czasie gospodarze wyjechali do miasta. Przekazali mi klucz od drzwi wejściowych i poprosili bym zamknął dom oraz schował klucz w umówione wcześniej miejsce gdy już się zbiorę.  Dość mocno dawały o sobie znać wyrzuty sumienia. Już tak późna godzina a ja nadal jeszcze nie wyruszyłem. Szybko wrzuciłem plecak na plecy, wsiadłem na rower i jadę dalej przed siebie! po chwili dotarłem do Leżajska.

(2*) A jak Leżajsk to Leżajsk!
Postanowiłem, że jak już tutaj dotarłem to mimo strat w czasie postaram się chociaż objazdowo zwiedzić miasto.
(3*)

(3*) Tak też zrobiłem, przejechałem się na spokojnie po mieście rozglądając się dookoła niczym japoński turysta. Najbardziej urzekły mnie zadbane, stare, drewniane domostwa w których zachowały się oryginalne drewniane zdobienia. Niesamowity widok.
(4*) Naprawdę dużo tego typu budynków można tutaj znaleźć!
Rowerowa, ekspresowa przebieżka po rynku i trzeba wracać na szlak.

(5*) Niestety szlak znajduje się dość daleko, dlatego postanowiłem skrócić sobie trasę. Skróty Nie do końca okazały się dobrym pomysłem. Trafiłem na zapomniane bezdroża, które niemalże całkowicie zarosły/zdziczały. Jechać już się prawie nie da ale jeśli teraz zacznę wracać to już w ogóle zmarnuję ogrom czasu.  Troszkę na upartego licząc na odrobinę szczęścia brnąłem coraz dalej w gęstwiny. Powietrze stawało się coraz bardziej gorące i wilgotne. Upał dawał się mocno we znaki. Jeszcze niedawno marzyłem o odrobinie słońca a teraz to samo słońce mocno daje mi w kość. Woda się kończy. W pewnym momencie pojawił się przede mną zarys ścieżki, widać wygniecione ślady po kołach. Ruszam  nimi, droga się coraz bardziej klaruje. W pewnym momencie docieram na skrzyżowanie. Są to przecinające się ślady po (najprawdopodobniej) traktorach. Jedną drogą dojechałem ja a na prostopadłej oznaczony jest szlak GV! Dookoła nic tylko pola otoczone zarysem lasów gdzieś na widnokręgu. Wyjechałem z miasta. Niesamowite widoki. Ściągnąłem plecak i z radości otworzyłem piffko. Chwila odpoczynku. Pomyślałem, że wciąż się spieszę by wyrobić normę kilometrów na dany dzień, a dzisiaj i tak wyruszyłem mimo wszystko dość późno.(6*) Tutaj jest pięknie, z dala od miasta, cisza, spokój – czasami trzeba się zatrzymać i nacieszyć tym co chwilowe i zwiewne.
Spędziłem w tym miejscu około godziny a przez ten cały czas minęła mnie tylko jedna para niemieckich rowerzystów która również podążała szlakiem GV. Zebrałem się i ruszyłem dalej. W pobliskiej wsi znajdował się mały sklep przed którym stał stolik a dookoła niego lokalsi walczyli z upałem spijając piwo 🙂 Wyrzuciłem śmieci, które nazbierały mi się po drodze. Próbuję zlokalizować portfel i ku mojemu zdziwieniu nie ma go nigdzie na wierzchu. Jeszcze raz sprawdzam wszystkie kieszenie ale niestety go nigdzie nie widać. Może zaplątał się w ciuchy. Ale po wyciągnięciu wszystkiego z głównej komory plecaka dalej ani śladu portfela. W tym momencie budzi się myśl, że prawdopodobnie zostawiłem go gdzieś “Pod Lipą”. Dzwonię! Niestety tak jak się spodziewałem, gospodyni nie była w stanie sprawdzić czy nie ma tam gdzieś mojej zguby ponieważ jest w mieście na zakupach. eeeeeh, jak pech to pech. Myślę sobie, że co by nie było to i tak bym musiał się wrócić po pieniądze. Tak więc zrezygnowany spakowałem z powrotem wszystko do plecaka, wsiadłem na rower i jazda. Był to dość spory kawałek do przejechania a myśl, że za chwilę znowu będę musiał wracać się w to samo miejsce gdzie jestem teraz jeszcze mocniej mnie demotywowała. Dojechałem do leżajska (tym razem nie próbując się przebijać skrótami), przejechałem obrzeżem miasta i ruszyłem dalej niecałe 11km do miejsca w którym nocowałem. W momencie gdy dotarłem pod posesję okazało się, że właściciele wypakowują zakupy z samochodu. Zostawiłem rower na trawniku, wszedłem do domu, i zaczynam szukać. zaglądam wszędzie ale portfela nie widać. Przestraszony stanąłem w miejscu i zacząłem zastanawiać się gdzie ostatni raz widziałem zgubę. Analizuję krok po kroku co się wydarzyło. Nagle błysk w głowie. Nagły impuls. Przypomniałem sobie… Włożyłem portfel w kieszeń wktórej trzymałem informatory, mapy ipt. – To miejsce jest dużo łatwiej dostępne niż kieszeń w głównej komorze – pomyślałem wtedy. Zrobiło mi się strasznie głupio. Zmieszałem się a jednocześnie byłem na siebie niebywale wściekły! “Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach”.  Świadomość tego, że mogłem tej całej sytuacji uniknąć nie dawała mi spokoju. Gospodyni zaprosiła mnie na jeszcze jedną kawę bym się uspokoił i przestał spieszyć bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Zgodziłem się – co miałem do stracenia? Kawa dobrze mi zrobi, przede wszystkim ochłonę!
Wsiadam na rower by znowu pokonać tą samą trasę! Po dłuższym czasie znowu mijałem sklep przy którym ostatnio nie byłem w stanie zlokalizować swoich pieniędzy. Wszedłem do środka, zrobiłem zakupy na obiad, kupiłem do tego jakieś piwo na odstresowanie spakowałem wszystko w plecak i ruszyłem przed siebie.

(7*) Starając się zrozumieć dlaczego akurat minie przytrafiła się tak niepotrzebna przygoda jechałem przed siebie szukając miejsca, gdzie mógłbym się posilić. Mimo tego, że kręciłem się w kółko (przez swoją głupotę) pogoda była naprawdę piękna.

(8*) Trafiłem w przepiękne miejsce w środku lasu. Piękna pogoda, eksplozja zieleni dookoła i obiad w takim niezwykle magicznym miejscu. Coś niezapomnianego.

(8*) Szybko zostało mi zrekompensowane całe zdenerwowanie.

(8*) Śpiew ptaków, obiad, brak zmartwień! Niesamowity stan 🙂

(9*) Na spokojnie skonsumowałem posiłek, umyłem naczynia, wywaliłem śmieci i nieśpiesznie zacząłem się zbierać do dalszej deogi. Słońce dawało się we znaki ale trasę mocno urozmaicały tego typu widoki 🙂 dookoła nie było właściwie żadnych zabudowań. Asfaltowa ulica i ten jeden budynek dookoła którego bujnie wzrastały trawy.

(10*) Łańcut! tyle dobrego słyszałem o tym miejscu! I nic dziwnego! Jest tam magicznie! Niezwykle zielono oraz kameralnie. Duże zmiany w wysokości terenu dały mi mocny wycisk! jakby mało było pecha na dzień dzisiejszy to gdy wspinałem się rowerem na kolejny podjazd w mieście zgubiłem okulary rowerowe… kolejne! ehh. Już dzisiaj chyba nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć 😛 Oczywiście do tego wszystkiego zgubiłem się w mieście.
Miejscowość naprawdę warta odwiedzenia, Zazdrościłem ludziom, którzy spacerowali ze zwierzakami po parku dookoła zamku, tym którzy mogli tam biegać na co dzień, jeździć rowerem! Kolejne miejsce do którego chciałbym wrócić na dłużej by spokojnie wszystko zwiedzić! 🙂

(11*) Niesamowite piękno wynikające z zachowania równowagi między architekturą a przyrodą powala na kolana. Jest to miejsce w centrum miasta, które (takie odniosłem wrażenie) pozwala mocno odpocząć od tej pogoni życia w centrum.

(11*) Perełki architektury 🙂

(12*) W centrum miasta okazało się, że ulice zakorkowane, a to za sprawą festynu, który odbywał się aktualnie na rynku. Ulice dookoła tego wydarzenia były pozamykane ale rowerem wszędzie człowiek się przeciśnie 🙂 troszkę krążyłem ale niestety ani muzyka ani klimat nie należał do moich ulubionych. Było dość wcześnie dlatego pewnie repertuar skupiony był raczej na najmłodszej publiczności z rodzicami 🙂
Zatrzymałem się, zerknąłem na GPS i określiłem kierunek w którym muszę podążać dalej.  Mimo, że wyjazd z miasta był dość przyjemny bo zmiany w wysokości terenu są znaczące i można było przyjemnie się rozpędzić, to za sprawą tych “przyjemności” nie raz się jeszcze zgubiłem 😛

(13*) Przypadkowe piękne widoki malujące się w oddali 🙂 ROZGLĄDAJCIE SIĘ! 🙂

(14*) Rzeszów! Niesamowity klimat! Niesamowite ścieżki rowerowe, piękne widoki,mnóstwo młodzieży. Wciąż coś się dzieje. Chyba mógłbym tu mieszkać 🙂

(14*) Ścieżka rowerowa wzdłuż rzeki bardzo mnie urzekła 🙂 Zanim znalazłem nocleg, zatrzymałem się tutaj. Miejsce warte przerwania pogoni za kilometrami. Zjadłem, wypiłem coś dobrego 🙂 odetchnąłem, odpocząłem, naładowałem baterie.

Nadciągał mrok, znalazłem tanie noclegi pracownicze. Niestety miejsce w którym miałem nocleg znajdowało się na samych peryferiach miasta. W biegu na mapie nie wyglądało to na tak odległe miejsce jednak przede mną jeszcze sporo kilometrów do przejechania. Miałem plan by wziąć prysznic i wrócić w to magiczne miejsce nad rzekę już na piechotkę by wieczorem móc sobie pozwolić na coś mocniejszego 😛 Niestety… za mało czasu, za duża odległość.
Prysznic, ciuchy i gdzieś jeszcze trzeba się ruszyć! Postanowiłem zrobić sobie spacer do sklepu (około 3 km w jedną stronę) kupić piffko i wrócić.
Tak też zrobiłem. Niestety, w tym sklepie nie mieli koncesji 😛 Zrobiłem zakupy na kolację i ruszyłem dalej.
Kolejna była żabka oddalona o 2 km. JEST! WIDZĘ JĄ! …niestety właśnie ją zamknęli 🙁 czynna tylko do 22:00
Zaglądam w google maps i widzę, że kolejny sklep czynny do 23:00 znajduje się kilometr dalej. Jeden kilometr w tę czy w drugą stronę w tym momencie nie robi mi już dużej różnicy. Jestem już tak daleko! Nie zrezygnuję teraz. Droga była całkiem przyjemna. Mimo, że wzdłuż ulicy, to ruch był niewielki. Bez wysokich zabudowań, przyjemny ciepły półmrok, jedynie co jakiś czas pojawiały się domki usytuowane bliżej lub dalej jezdni. Taka wycieczka w butach rowerowych, po całym dniu na rowerze daje naprawdę w kość 🙂 Przed sklepem pełno studentów! Widać, że to jedyny czynny sklep w okolicy. W kolejce stałem kilkanaście minut ale nie dłużyło mi się. Dookoła pijane humory 🙂 nie dało się nudzić.
UDAŁO SIĘ! kupiłem 3 piwa (jedno to, po, które wyszedłem – drugie w nagrodę za wieczorny srogi wycisk na spacerze – trzecie na drogę powrotną.
Gdy dotarłem do pokoju byłem wyssany z energii. Otworzyłem trzecie piwo, i zacząłem zapisywać w telefonicznym notatniku skróty myślowe ze wspomnieniami z całego dnia. Usuwanie zbędnych oraz poruszonych zdjęć z telefonu… sen…

cdn.