Zaznacz stronę

(1*)

(1*)

(2*)

(2*)

(3*)

(3*)

(4*)

(4*)

(5*)

(5*)

(6*)

(6*)

(7*)

(7*)

(8*)

(8*)

(9*)

(9*)

(10*)

(10*)

(11*)

(11*)

(12*)

(12*)

(13*)

(13*)

(14*)

(14*)

(15*)

(15*)

(16*)

(16*)

(17*)

(17*)

(18*)

(18*)

(19*)

(19*)

(20*)

(20*)

(21*)

(21*)

(22*)

(22*)

(23*)

(23*)

(24*)

(24*)

(25*)

(25*)

Z Rzeszowa na Wybrzeże =)

utworzone przez | Lut 25, 2019

 

Hej!
Znowu po przerwie. Za oknem oficjalnie zima ale w powietrzu coraz częściej unosi się zapach wiosny! By ogrzać wam te jeszcze dość chłodne wieczory przygotowałem dla was kolejną dawkę wciąż gorących słonecznych zdjęć!

Dzień 6

NOWY PIĘKNY, SŁONECZNY DZIEŃ! Wyspałem się, szybko coś tam zjadłem, umyłem się i spakowałem. Rower schowany był w garażu. Gospodarz prosił mnie bym go tam zostawił ponieważ sporo obcokrajowców-pracowników tutaj mieszka i niestety zdarzyła się kiedyś sytuacja, że coś zniknęło. Już nie pamiętam co to było. Tak więc poprosiłem o udostępnienie garażu bym mógł odzyskać swój jednoślad. Wziąłem swój plecak i ruszyłem przed siebie. Najpierw cofnąłem się do pobliskiej “Żabki” (tej w której nie sprzedawali alkoholu) po coś do picia na drogę. Wróciłem w okolice pobliskiego zalewu – dobiegało stamtąd ostatniej nocy dużo śpiewów tak więc pomyślałem, że musi to być naprawdę ciekawe miejsce. Niestety nic tam ciekawego nie znalazłem. objechałem dookoła rozlewisko i ruszyłem w dalszą trasę.
Tego dnia pogoda sprawiła, że uśmiech nie znikał z twarzy pomimo wielu podjazdów i mocno zróżnicowanego terenu. Szybka ucieczka od cywilizacji pozwoliła na mocny odpoczynek psychiczny 🙂 czego chcieć więcej? Rower, przyroda, piękna pogoda – wolność!
Leśne szutrowe ścieżki – strome podjazdy ale również niesamowicie szybkie zjazdy! Po każdym podjeździe musi nastąpić zjazd 🙂 ta myśl mocno mnie napędzała i chciałem więcej! Cisza i spokój. Nikogo nie mijałem po drodze. Sam zatopiony w tej soczystej zieleni. Słońce co chwilę wyłaniało się zza kolejnej puszystej chmurki. Szum drzew, śpiew ptaków i żadnych odgłosów cywilizacji dookoła.

(1*) Pierwszy przystanek na kręcenie timelapse’a, piffko oraz napawanie się pięknem otaczającej przyrody.

(2*) Kapliczka mszalna na “Wilczku” – przepiękna drobna budowla w otulinie zieleni 🙂

(3*) Kolejne z uroczych zabudowań z dala od cywilizacji 🙂

(4*) Piękna pogoda i puszyste chmurki. Coraz wyższe podjazdy sprawiają, że widoki stają się jeszcze piękniejsze 🙂

(5*) “Kościół pw. św. Marcina w Błażowej” – przyjemna forma architektoniczna 🙂

(6*) Dla odmiany troszkę więcej asfaltu 🙂 szeroko, przyjemnie i bez ruchu. Czas się rozpędzić 😀 😉 😀

(7*) Wiem, że zdjęcie nie jest w stanie w pełni oddać tego niesamowitego klimatu, ale gdy spróbujecie sobie wyobrazić ten delikatny ciepły wiaterek, zapach trawy oraz wszechobecne cykanie świerszczy to może zrozumiecie czemu zostało popełnione to zdjęcie (oraz kilka następnych) 😛

(8*) Podróże <3

(9*) Jeden z podjazdów, który naprawdę dał w kość. Namęczyć się musiałem dość mocno z plecakiem na plecach ale te wspinaczki umilały takie oto rzeźby popełnione gdzieś na trasie 😉

(10*) A gdy już dotrzemy na górę taki oto widok ukoi nasze obolałe mięśnie 🙂 W tym miejscu łapiąc duże łyki powietrza natrafiłem na młode małżeństwo, które zmierzało w tą samą stronę na rowerach 🙂 Chwilkę porozmawialiśmy i ruszyliśmy dalej. Niestety tutaj wyszły moje braki kondycyjne 😛 Jeżdżąc wciąż po płaskich terenach w mazowieckim, nie udało mi się nabrać takiej kondycji by dorównać tempa tamtej dwójce wspaniałych ludzi 🙂 chwila moment zostałem w tyle …ale po co się spieszyć gdy widoki tak masują umysł 🙂

(11*) Kolejna panorama okraszona zapachem lata 🙂

(12*) Mały powrót do cywilizacji by uzupełnić zapasy wody 🙂

(13*) A oto jeden z najpiękniejszych przystanków w jakich miałem okazję przygotowywać sobie obiad 😀 zaraz za ostatnią miejscowością, pokonując dość szybko, przyjemny zjazd natrafiłem na MOR (Miejsce Obsługi Rowerów) a zaraz za nim sielankowe – niemalże bajeczne miejsce. W cieniu korony drzewa rozłożyłem się z kuchenką turystyczną a do obiadu przygrywał mi szum pobliskiej rzeki w której co rusz dla przyjemności można było się ochlapać wodą. Miałem wrażenie, że to miejsce błaga mnie bym tu został. Idealny teren na nocleg w namiocie 🙂 Niestety dzień niedawno się zaczął a przede mną jeszcze sporo trasy do pokonania na ten dzień. No szkooooda, że tam nie zostałem 😛

(14*) Kilka ujęć z pobliskiego zlotu samochodowego 🙂

(14*) Okazało się, że zaraz obok miejsca gdzie rozłożyłem się na obiad organizowany był zlot samochodowy Dynóvwka. Zrządzenie losu chciało, że załapałem się na coś nowego. To był mój pierwszy w życiu zlot samochodowy 🙂 ale patrząc po twarzach ludzi dookoła impreza była naprawdę konkretna! może kiedyś uda mi się tutaj zawitać dla samej imprezy 😉

(14*) Przyznam się, że zastanawiało mnie troszkę (podczas obiadu nad rzeczką) co na takim wygwizdowie robią młodzi ludzie w strojach kąpielowych z piwem w plastikowych kubeczkach 😛

(15*) Najbardziej wysunięte na południe mapy miejsce na głównym szlaku Green Velo. Od tej pory jechałem już w stronę morza 🙂
(ten znak po prawo daje wyraźnie do zrozumienia, że “w stronę morza” nie zawsze oznacza “z górki” 😛 )

(16*) Ten mówi – będzie radośnie 😀
Nie wiem czemu ale ten moment bardzo mocno zapadł mi w głowę. Pamiętam, że bardzo pozytywnie byłem wtedy nastawiony do całego wyjazdu i do tego, że jeszcze tyle przygód oraz kilometrów przede mną. Bardzo ciepłe wspomnienie 🙂

(17*) Mimo, że naprawdę szybko zjeżdżałem w dół i nie chciałem się zatrzymywać …musiałem – Cerkiew pw. św. Dymitra zrobiła na mnie ogromne wrażenie!

(18*) To nie koniec. Jadąc kawałek dalej natrafiłem na kolejny taki oto baśniowy widoczek. Zdjęcie nie oddaje tego piękna 😉
Kościół pw. NMP Królowej Polski oberwował z oddali całą okolicę.

(19*) Chwila przerwy i refleksji przy zachodzącym gdzieś za wzgórza słońcu. Gdzieś tam na trasie 🙂

(20*) WIĘCEJ KOLORÓW!!!!!!!!!

(21*) Małe przyjemności dają najwięcej radości. Ten most naprawdę mnie urzekł. Szerokość taka, że dwa rowery obok siebie by nie przejechały, a do tego z góry było widać olbrzymie ryby płynące korytem rzeki. Gdyby tylko nie te muchy 😛

(22*) Jadąc przed siebie widziałem, że dzień coraz szybciej zmierza ku końcowi a ja wciąż na trasie. Tylko czasami kogoś widywałem na podwórku koszącego trawę dookoła domostwa. Pytałem ludzi o nocleg, miałem nadzieję, że może ktoś zaproponuje bym się rozłożył z tyłu za stodołą z namiotem. Nic z tego. W jednym przypadku było już dość blisko, aaale… nie wyszło. Może za mało pewności siebie oraz przekonania było w moim głosie.
Dotarłem do miejscowości gdzie udało mi się znaleźć otwarty sklep w którym udało mi się zapłacić kartą, a co lepsze udało mi się wypłacić pieniążki. Bałem się, że mogę szukając noclegu zostać bez gotówki co mocno by mi utrudniło i tak już napiętą sytuację. Zakupiłem kilka piwek, kilka lodów na odstresowanie i przysiadłem w pobliskim parku. Niestety ani żywej duszy by zagadać. Pani w sklepie też nic konkretnego mi nie podpowiedziała tak więc usiadłem z telefonem przy przystanku autobusowym, otworzyłem butelkę, coś słodkiego i zacząłem szukać rozwiązań w telefonie. Po około 20 minutach podjechał samochód – zatrzymał się na przeciwko. W środku dwoje młodych ludzi. Chłopak prowadził a na siedzeniu pasażera siedziała dziewczyna.
Zapytali mnie czy nie potrzebuję pomocy ponieważ widzą, że siedzę tutaj od dłuższego czasu i czegoś intensywnie szukam w telefonie. Opowiedziałem o problemach ze znalezieniem miejsca do spania i po chwili otrzymałem odpowiedź – około 8 km w stronę zachodzącego słońca (zdjęcie powyżej) znajduje się pole namiotowe 🙂
Magiczną sentencją okazało się stwierdzenie pole namiotowe na Wybrzeżu. Przyznam, że zadziałało to na moją wyobraźnię dość mocno 🙂 Wybrzeże okazało się miejscowością usytuowaną nad brzegiem Sanu 🙂  Znajdowało się tam “dzikie” niestrzeżone pole namiotowe z ustawionymi wzdłuż brzegu stołami piknikowymi. Z oddali dochodziły dźwięki jakiejś dyskoteki, okrzyki ludzi i ogólny klimat imprezy. Nad brzegiem siedziało sporo osób, które odpoczywały przy piwie. Na szczęście jeden ze stołów był wolny. Oparłem rower, plecak położyłem na stole wyjąłem z niego piwo i zacząłem się rozglądać nad miejscem w którym mógłbym rozłożyć namiot tak by rower do czegoś przypiąć na noc.
(23*) Jednak ilość ludzi i świadomość, że w środku nocy będą tędy przechodzić “pielgrzymki” radosnych z upicia mieszkańców z niezliczoną ilością “ciekawych” pomysłów o których nad ranem mogą nie pamiętać, sprawiła, że zacząłem wątpić w atrakcyjność tego miejsca podczas noclegu w weekend. Pijąc piwo wykonałem telefon by poinformować bliskich, że nadal żyję 😛 – w tym samym czasie odwiedził mnie jeż, który błądził miedzy moimi nogami szukając pożywienia pod stołem piknikowym 🙂
Na telefonie znalazłem nocleg w niewielkiej odległości. Około 2 km przez las wzdłuż linii brzegu 🙂
Zadzwoniłem i udało mi się wynegocjować nocleg za 35zł 🙂 Było już ciemno tak więc trasa była przepiękna biorąc pod uwagę fakt, że niebo było dość czyste a w najbliższym otoczeniu nie było żadnych świateł.
(24*) Widoczek dość baśniowy 🙂 – na chwilę przed wjazdem do lasu.
Gdy dotarłem na miejsce byłem bardzo pozytywnie zaskoczony! Cały domek z piętrem tylko dla mnie! Zostałem bardzo ciepło przyjęty pomimo późnej godziny. Obok domku stały kolejne, które można było wynająć oraz pomieszczenia gospodarcze. Przed domkiem miałem ustawionego kamiennego grilla z przygotowanym drewnem na rozpałkę. Znalazło się również miejsce przeznaczone na ognisko. Do tego leżaki, hamak oraz wiele innych atrakcji dla starszych młodszych. Dookoła w powietrzu dryfowało pełno świetlików. Niczym błyszczący plankton zawieszony w głębokiej otchłani wody – niesamowity widok.
(25*) Domek bardzo dobrze wyposażony z przyjemną łazienką 🙂 nie można było się do niczego przyczepić. Otworzyłem piwo i wziąłem się za przygotowanie kolacji. Tym razem usmażyłem sobie sosik pomidorowy z kiełbasą, cebulką oraz czosnkiem a do tego wykorzystałem resztę makaronu, który od jakiegoś czasu tylko mi przeszkadzał oraz zajmował miejsce w plecaku. Z telefonu sączyła się muzyka a ja skakałem przy kuchence w kuchni popijając browar 🙂 Zjadłem, podpiąłem elektronikę do ładowania a sen przyszedł sam – dość szybko.

Około 200-300 metrów od domku znajdował się przesmyk między starymi działkami a drzewami. Tą ścieżką można było dotrzeć do brzegu Sanu. Tam natomiast znajdowały się drewniane ławeczki z pniaków oraz palenisko. Otoczenie szczelnie wypełniał kojący szum wody. Trawnik był przystrzyżony i zadbany – ale proszę o cierpliwość. Tam dotarłem dopiero na następny dzień. Opowiem o tym coś więcej w kolejnym wpisie 😉
cdn.