Zaznacz stronę
Docieramy na Green Velo!

Docieramy na Green Velo!

Radom – Końskie – Sielpia Mała

(1*)

(2*)

(3*)

(4*)

(5*)

(6*)

(7*)

(8*)

(9*)

(10*)

(11*)

(12*)

(13*)

(14*)

(15*)

(16*)

(17*)

(18*)

(20*)

Hej!

Jeśli nie macie czasu/ochoty na wczytywanie się w to całe wprowadzenie – co, po co, dlaczego – a jedynie ciekawi jesteście trasy to śmiało przewijajcie w dół i zacznijcie od zdjęć i opisów pod nimi 🙂 Dodatkowo chciałbym zaznaczyć, że nie znajdziecie tutaj za dużo architektury, zabytków itp. W większym stopniu skupiałem się na walorach przyrodniczych, na pięknie wsi oraz terenów z którymi graniczy lub współżyje. Oczywiście całkowicie nie porzuciłem walorów architektonicznych. Była to świadoma decyzja. Po pierwsze wyruszyłem w tą podróż przede wszystkim dlatego by uciec od miasta. Po drugie zdjęć miejscowości przez które prowadzi szlak znajdziecie pełno w sieci, na informatorach a nawet na mapach  🙂 

Dzisiaj ruszam z pewną eksperymentalną serią wpisów, które powinny pojawiać się dość regularnie (mam nadzieję, że uda mi się co tydzień wrzucać kolejny wpis). Co tu będę obwijał w bawełnę, przeżyłem ostatnio niesamowitą przygodę. Zaczęło się dość niewinnie ale z dużą werwą. A o co konkretnie chodzi? Ano zebrałem się w sobie by spełnić jedno ze swoich marzeń i ruszyłem rowerowym szlakiem Green Velo po Polsce 🙂  Będę starał się przedstawić wam całą trasę krok po kroku 🙂


Mój kierunek to: Końskie – Elbląg.

Decyzja by podążać w tą stronę przyszła sama z siebie dość wcześnie. Tereny Warmii oraz Mazur były dla mnie całkowicie obce. Bardzo chciałem je zwiedzić ponieważ nigdy w życiu nie wywiało mnie w tamte zakątki polski. Dlatego też pomyślałem, że gdy zacznę od części południowej, będę miał dużo większą motywację by dotrzeć do samego końca szlaku. Drugim powodem, który skłonił mnie do ruszenia w takim a nie innym kierunku, był fakt, że nie wiedziałem do końca jak kondycyjnie oraz fizycznie poradzę sobie z górzystym ukształtowaniem terenu charakterystycznym dla południowej części Polski. Od samego początku zapadła decyzja, że nie ścinam szlaku, tylko jadę przez Rzeszów i Przemyśl. Od początku też nie zakładałem, że na pewno uda mi się pokonać cały szlak za jednym razem – nie wiedziałem, czy poradzę sobie kondycyjnie z takim dystansem). Jak to zazwyczaj bywa wolałem na początek podjąć cięższe fragmenty szlaku a te lżejsze zostawić na potem (okazało się, że wcale nie do końca to tak wygląda 😛 ale o tym jeszcze będzie okazja się rozpisać).

Od początku.
Około stycznia 2018r wpadłem na pomysł by ruszyć w dłuższą podróż rowerem, z plecakiem, kuchenką turystyczną, namiotem. Mając na względzie fakt, że o wschodnim szlaku rowerowym wiedziałem już wcześniej, pomyślałem, że będzie to idealny pomysł na przemierzanie ojczyzny. Tak więc zarys trasy znam. W późniejszym czasie zacząłem walkę z wyznaczaniem trasy na mapach. Przy tak długiej wyprawie odradzam tak skrupulatnego podejścia – za dużo zmiennych by przewidzieć co będzie za 2 dni a co dopiero za 2 tygodnie. Nawierzchnia, ukształtowanie terenu, pogoda, nieprzewidziane sytuacje – to wszystko wpływa na czas w którym będziemy w stanie pokonać dany odcinek). Pierwszego oraz drugiego dnia skorzystałem z wyznaczonego wcześniej śladu nałożonego na mapę z nawigacją. Całkowicie mija się to z celem. Więcej gapiłem się w telefon sprawdzając czy na pewno dobrze jadę niż skupić się na pięknie otaczającej mnie przyrody.
Czas rozpisać co będzie mi potrzebne na taki wyjazd i zacząć kompletować potrzebny osprzęt. Z miesiąca na miesiąc zbierałem kolejne potrzebne rzeczy (myślę, że w niedalekiej przyszłości dokładniej opiszę co zabrałem ze sobą na planowany na około miesiąc wyjazd rowerowy – jeśli będzie to kogoś interesowało oczywiście).

11.06.2018 – Nadszedł upragniony i długo wyczekiwany moment wyjazdu! 🙂 Miałem nadzieję, że załatwię wszystkie potrzebne rzeczy wcześniej i z rana w poniedziałek wyruszę. Niestety plany pozmieniały się znacząco gdy okazało się, że zapomniałem kupić kilka pierdół, które będą mi potrzebne na wyjazd – niedziela niehandlowa pokrzyżowała dość mocno moje plany. Do tego przyznam, że czekałem na przesyłkę. Chodziło o torbę podsiodłową, która była szyta na zamówienie i wciąż szła pocztą. Dodatkowo musiałem odebrać rower z serwisu gdzie (dla spokoju ducha przed tak długą wyprawą) poprosiłem o przegląd 😛
Na koniec jeszcze szybko wyskoczyłem do sporej sieciówki po nową kamerę sportową mając na względzie jakość dokumentacji video z podróży 🙂
No i tak ziarnko do ziarnka i uzbierało się dość sporo spraw do załatwienia na dzień wyjazdu.

Ale najpierw muszę dotrzeć z Radomia na szlak Green Velo. Oczywiście najlepiej będzie zrobić to rowerem 😉 Jak się okazało, początek znajduje się całkiem niedaleko. Nie ma co wydawać kasy na bilety 😛
Przepakowałem niektóre rzeczy do torby podsiodłowej, pożegnałem się ze znajomymi, plecak na plecy i ruszyłem w trasę! NARESZCIE! Piękna pogoda – niezbyt gorąco, ale też i nie za zimno!
Spojrzałem na zegarek – dochodzi 16:00. Dość późno jak na start w drogę, którą zaplanowałem tego dnia na około 90km.
Myślę sobie: – i tak mam w końcu urlop. W każdej chwili mogę skręcić gdzie chcę, zatrzymać się w dowolnym miejscu. Mogę zrobić na co tylko mam ochotę. Odpaliłem na telefonie Mapę z naniesioną trasą, którą wcześniej przygotowałem! JAZDA!

(1*) Start z pełną werwą! Tego dnia trafiło mi się i słońce i deszcz i ciepło i zimno. Wydawało mi się, że doświadczyłem pełnego spektrum pogodowego na ten wyjazd. …wydawało mi się… 😛

(2*)Chwilowy przystanek pod drzewkiem by schować się przed przelotnym deszczykiem – teraz już wiem, że taki deszczyk to sama przyjemność. Prawdziwe deszcze dopiero nadejdą 😛

(3*)Jazda na rowerze pozwała uciec od miejskiego zgiełku. Już kilka kilometrów za miastem można natrafić na przepiękne wiejskie widoczki, które relaksują błękitem nieba oraz soczystą zielenią traw.

(4*)Wszechobecny spokój pozwala niezwykle się odprężyć. Przebijające się przez zielone korony drzew słupy światła nadają trawom dużo ciepła.

(5*)Mijając gęste zielenie trafiamy do miejsc gdzie warto chwilę się zatrzymać i odpocząć 🙂

(6*)W takie dni jak ten, gdy w każdej chwili może spaść deszcz warto ruszyć na wyprawę. Nawet jeśli troszkę popada to chmury, które piętrzą się chwilę przed/po tym zjawisku pozwalają na pstryknięcie kilku ciekawych zdjęć 🙂

(7*)Kolejny przepiękny widoczek charakterystyczny dla polskiej wsi. Jest kilka takich rzeczy, które kojarzą mi się z wolnością.  – nie wiem czemu ale to jest jedna z tych rzeczy 😛

(8*)Wydaje mi się, że jest to dość rzadko spotykany widok w tych rejonach.

(9*)Bardzo ciekawy budynek, niesamowity klimat. Może ktoś wie co to za cudeńko? 🙂 na żywo wygląda dużo ciekawiej 🙂

(10*)Takie miejsca zawsze działały na mnie kojąco.

(11*)Myślałem, że taka nawierzchnia nie nadaje się do jazdy. Nic bardziej mylnego. Są dużo dłuższe, dużo gorsze odcinki. A jak dodatkowo zacznie padać, wiać w oczy i trafi się pod górkę… tutaj jechało się naprawdę super 😉

(12*)Gdzieś na wsi przy (dawno) nie działającym sklepie.

(13*)Często zatrzymywałem się przy podobnych do tego miejscach pamięci. Zazwyczaj z ciekawości. Można naprawdę sporo się dowiedzieć o fragmentach historii danej miejscowości.

(14*)Chwila odpoczynku i oddechu dla mnie i moich pleców. Pierwszego dnia podróży byłem mocno wypoczęty, tak więc załadowany po brzegi plecak z podpiętym namiotem i kuchenką turystyczną w środku wcale mi nie przeszkadzał.

(15*)Zebrałem się z TurboChillowej miejscówki nad wodą i prześledziłem mapę, gdzie powinienem ruszyć dalej. Wjechałem między domki na dziwaczne skrzyżowanie dróg gdzie ruch samochodowy był zerowy. Szukam miejsca gdzie powinienem skręcić, ale za każdym razem mijam to miejsce. No nikomu na podwórko przecież nie mogę wjechać. Przejeżdżając czwary raz dopiero zorientowałem się, że między posesjami jest wąski pas nie ogrodzonej zieleni a na rogu stoi taki ^ drogowskaz. Ledwo co udało mi się dostrzec to miejsce. Na szczęście “Piekielny szlak” okazał się naprawdę niesamowity. Chyba najlepszy fragment trasy z tego dnia. Pełno zieleni, super przyjemna ścieżka zarośnięta trawą. Naprawdę niesamowite przeżycie – integracja z naturą 🙂 polecam każdemu! wydawać by się mogło, że niewiele osób uczęszcza tym szlakiem ponieważ był ładnie zazieleniony ale nie na tyle by pojawiły się problemy z przejazdem. Bardzo dobrze wspominam ten szlak mimo, że za długo nim nie jechałem.

(16*) Docieramy do Piły.
“Piła tango, czarna bandera”

(17*)Dzień zmierza ku końcowi. Nareszcie się udało! Dotarłem do Końskich!!! Tutaj zrobiłem delikatne zakupy i ruszyłem na poszukiwanie szlaku GV. Wiedziałem, że szlak jest już pod samym nosem a ze szlakiem zaczną się przygody 😀 Te mniejsze i większe składające się w jedną ogromną całość!

(18*) JEST I ON! Jeden z pierwszych znaków informujących o tym, że znajduję się na szlaku! idealny widok na zwieńczenie dnia 😀 Z nastaniem mroku wtargnąłem na szlak! Euforia mocno dała się we znaki. Teraz mógłbym jechać i jechać przed siebie. Lecz mrok nie pozwala dostrzec piękna kryjącego się dookoła. Trzeba chwilę się przespać i z rana ruszyć dalej. Chciałbym dotrzeć do zalewu w Sielpii by tam rozłożyć namiot nad wodą oraz zmajstrować jakąś kolację. Widziałem, że znajduje się tam jakieś pole namiotowe. Jeśli jest to obiekt otwarty całą dobę to rozkładam się w wyznaczonym miejscu. Kolacja i do świtu chwila na odpoczynek.

Po ciemku mój telefon już raczej nie radzi sobie ze zdjęciami. mgła wchodzi na łąki a fragmentami wylewa się z traw na ścieżkę rowerową. Już pierwszego dnia miałem przyjemność wypróbowania możliwości mojego oświetlenia rowerowego 🙂

(20*)Dotarłem na miejsce! Od jakiegoś czasu jest już całkiem ciemno. GPS prowadzi mnie w jakiś las wskazując tam pole namiotowe. Niestety nie widzę, żadnych budynków, ogrodzeń, światła. Możliwe, że to pole namiotowe nie istnieje? Za późno już, żeby się szlajać dookoła zalewu i szukać alternatywnego noclegu. Znalazłem odosobnione miejsce z dostępem do wody 🙂 Wiedziałem, że muszę unikać rozkładania namiotu po ciemku no ale teraz to już mogę ewentualnie sobie posmęcić pod nosem. Wziąłem się za rozkładanie namiotu. Na szczęście mam czołówkę 🙂 ustawiłem światło na delikatne czerwone by widzieć co robię ale nie zwracać na siebie zbytnio uwagi. W oddali na skraju lasu widzę co jakiś czas, że kręcą się ludzie z latarkami. Pewnie wędkarze – pomyślałem. namiot udało mi się poprawie rozłożyć dopiero za trzecim razem (wcześniej tylko raz go rozłożyłem u mamy na podwórku by sprawdzić czy są wszystkie części. Usytuowałem go obok wysokich traw przy brzegu zalewu natomiast w trawy za namiotem wrzuciłem rower który przywiązałem linką do namiotu tak by jego fragment  schowany był pod namiotem. Następnie przełożyłem U-lock’a przez koło i zamknąłem. rower delikatnie obrzuciłem trawami chwastami i inną zieleniną. Komary mocno dawały się we znaki. szybko spryskałem się preparatem odstraszającym owady. Ponieważ sporo robactwa lata przy wodzie i zbiera się dość szybko wilgoć wyjąłem niezbędne rzeczy do przygotowania kolacji i zamknąłem namiot. Usiadłem na jednym z pokrowców od przenośnego noclegu i zacząłem pichcić (już nie pamiętam co) na kuchence turystycznej. Z włączonym delikatnym czerwonym światłem na czole  mieszam w garnku spoglądając na telefon i sprawdzając co tam w świecie piszczy. Ten telefon w tym momencie zastępował mi kogoś znajomego, kogoś z kim można by porozmawiać. W pewnym momencie unosząc głowę znad telefonu mignęło mi jakieś światełko około metra za kuchenką. Pierwsze co mi przyszło do głowy to, że jakiś pet/niedopałek przeleciał nieopodal. W tym momencie się mocno przestraszyłem bo nie słyszałem nikogo w pobliżu. Rozkładałem się w takim miejscu gdzie w obrębie do 300m nikogo na pewno nie było. rozglądam się i nic nie widzę. Wstałem. Odruchem sprawdziłem czy w kieszeni nadal mam gaz pieprzowy. Włączyłem mocniejsze światło i wszystko się wyjaśniło. Lis poczuł jedzenie i podszedł od strony lasu. To jego oczy tak świeciły w ciemności. Poza oczami nie było nic więcej widać. Nie dało się również usłyszeć skradającego zwierzęcia mimo, że jedyny dźwięk jaki się rozchodził dookoła dobiegał od owadów oraz ptaków zamieszkujących tereny przy wodzie. Potem jeszcze dwa razy podszedł na dość niewielką odległość. Złapałem gaz pieprzowy na wszelki wypadek. Na szczęście udało mi się bez problemu zjeść i umyć naczynia. Ułożyłem się w namiocie i usnąłem – a właściwie czuwałem w półśnie z obawy o rower.

Za sobą mam około 90km. To był dobry dzień 🙂


(znaczniki na mapie określają miejsca w których zostało wykonane dane zdjęcie. Nie należy jednak brać kordów dosłownie i jako pewnik. Ze względu na niedoskonałość mojej nawigacji, która dość często się gubi proszę założyć kilka, kilkanaście, rzadziej kilkadziesiąt metrów rozbieżności)

cdn.

Domaniów – sielska pętla

Domaniów – sielska pętla

Domaniów – dzięki tej trasie zarazisz
znajomych wycieczkami rowerowymi.

trasa: 55+ km,
90% – asfalt, 10% – utwardzone nawierzchnie

Hej!
Naprawdę ciężko jest mi zacząć ten wpis. Z tą trasą wiąże się tyle pozytywnych emocji, że ciężko je ubrać w słowa 🙂
Na pewno jest to idealna trasa na niedzielny leniwy wypad rowerowy. Nie warto się na niej spieszyć ponieważ wiele ciekawych widoków dookoła może nam umknąć 🙂 Szkoda przegapić którykolwiek z nich. Na samym dole mam dla was wstawioną mapkę z traseo. Autor umieścił na niej kilka zdjęć które przyczyniły się do tego, że sam się skusiłem na tą wycieczkę (dziękuję!), natomiast ja mam dla was dość obszerną fotorelację z tego wypadu. Kolejna mikropodróż, która inspiruje. Zaledwie kilka kilometrów od Radomia i zapominamy o mieście 🙂


Ruszyłem z Traugutta. Najpierw dotarłem do przejazdu nad torami na Młodzianowskiej i jechałem wzdłuż ul. Czarnej (koło Rafila) w stronę Południa. Bardzo przyjemna i mało wymagająca droga. Mijamy zbiornik wodny, który oblegany jest zarówno przez spacerujących ludzi jak i  kaczki czy łabędzie 😛

Docieramy do ścieżki rowerowej prowadzącej przez łąki na południu (zalecam ostrożność po wkroczeniu na ścieżkę rowerową – sporo pieszych z dziećmi). minąłem rondo i dalej równolegle do obwodnicy ścieżką rowerową przed siebie. Chyba najprzyjemniejsza droga, którą możemy uciec z miasta rowerem 🙂

Wierza ciśnień przy wyjeździe z RDM wzdłóż obwodnicy.

 

Gdy przejedziemy już po raz enty z kolei przez tory, po naszej lewej stronie mijamy taką oto ciekawą bramę z gęstym wysokim żywopłotem. Trzeba przyznać, że wykonanie szyldu musiało kosztować sporo pracy 🙂

Kierując się na Wolanów trafiamy na dość mocno zdewastowaną nawierzchnię asfaltu. Trzeba dobrze patrzeć pod koła by nie wpaść w jedną z wielu dość sporych dziur. Odrobina skupienia i dalej przed siebie. Docieramy do ciekawego dworca kolejowego Wolanów.

Takie widoki też możemy napotkać 🙂 No to ile koni załapało się na zdjęcie? 😛 Najciekawsze jest to, że dopiero odjeżdżając zorientowałem się ile ich tam tak właściwie jest 😛

Ciągnie zielone do zielonego 🙂

Piękne domostwo z niezwykłym widokiem na rozpościerające się hektary łąk!

Takich krzyży podobnych do siebie dookoła miasta jest naprawde dużo, ten natomiast znajduje się na niepowtarzalnym tle. Na tym zdjęciu może tego nie zobaczycie ale przestrzeń, którą widać i delikatny zarys bardziej górzystego terenu w oddali robi wrażenie! 🙂

Takie dość inspirujące widoki serwuje nam trasa w stronę Domaniowa 🙂

Niewielki fragment po nawierzchni innej niż asfalt – Las, a w środku lasu przejazd kolejowy 🙂

 Pałac Domaniowski, który moim zdaniem wcale nie jest najpiękniejszą atrakcją całego wyjazdu 🙂 Jest on natomiast pewnym punktem zaczepienia. Od tej pory już nie jadę dalej, a wracam 🙂

Zachód słońca nad zalewem domaniowskim zawsze wygląda imponująco 🙂

Światło wdziera się w najróżniejsze malownicze zakamarki.

Tama – zalew Domaniowski

W drodze powrotnej również napotkamy sporo ciekawych widoków. (Może ktoś wie co przedstawia ta figurka? i czemu akurat w tym miejscu stoi? )

Wiatraki zawsze wprowadzają w otoczenie swojego rodzaju powiew wolności 🙂

Kościół Jarosławice. 1962?

Zalew Borki

Na miejsce dotarłem już po zmroku 🙂 Wyprawa była naprawdę odprężająca 🙂 Jeszcze raz namawiam wszystkich na taką wycieczkę 🙂 poświęcając na taki wypad cały dzień można pozwolić sobie na dużą dawkę odpoczynku w akompaniamencie natury 😀

W kilka dni później powtórzyłem tą trasę. Tym razem już nie sam 🙂

ścieżka rowerowa przez łąki na osiedlu Południe

wyjazd z miasta

nieszczęśliwy odcinek z mocno zdewastowaną nawierzchnią o którym pisałem wcześniej

szybkie zakupy w miejscowym sklepiku i ruszamy dalej 🙂

droga z Rogowej w stronę Konar (za Mniszkiem)

 nieopodal Pałacu Domaniowskiego

chwila odpoczynku nad zalewem i powrót 😀

 

Skarżysko-Kamienna: Pierwsza Pętla

Skarżysko-Kamienna: Pierwsza Pętla

Skarżysko-Kamienna: Pierwsza pętla w świętokrzyskim!

 

trasa: 70 km,
asfalt,szuter,wydeptane ścieżki,piach, glina, błoto …wszystko! 🙂

Hej!

Poniżej troszeczkę bardziej obszerna niż zwykle fotorelacja z kolejnej niesamowitej mikropodróży!
Dzięki Traseo znalazłem ciekawą pętlę, która od początku wydała mi się interesująca. Na mapie na samym dole znajdziecie wyznaczoną trasę z naniesionymi zdjęciami przez autora. Dzięki informacjom, które tam znalazłem zaczęła się ta przygoda 😀  ZAPRASZAM! 🙂

 

W końcu nadszedł weekend gdzie zebrałem się po piątkowych szaleństwach i wsiadłem w pociąg z rowerem. Nie było to łatwe, ale poleciałem do sklepu po przekąski i duże ilości płynów, następnie zahaczyłem o aptekę by nabyć środek przeciwko owadom i jazda! Szybkie wyjście na pociąg, zakup biletów. Musiałem szybko kupić bilety bo niebłagalnie wzmagał się kac a to powodowało coraz większe wątpliwości względem wyjazdu. Zanim wsiadłem do pociągu opróżniłem bidon. -“ocho… to będzie ciekawa droga” – pomyślałem. No i taka była 🙂 na szczęście w tą dobrą stronę. Uwielbiam podróże pociągami -szczególnie tymi starego typu w których można szeroko otworzyć okno i beztrosko przez nie podziwiać uciekający świat.

Nawet nie wiem w którym momencie zapomniałem o kacu. W przedziale rowerowym poznałem kilka ciekawych osób, (niektóre w ciekawszym ode mnie stanie). Znalazł się tam miedzy innymi młodszy chłopak, który przesłał mi kilka wartych uwagi tras rowerowych. Do niego dołączył starszy ode mnie facet który wyglądał jak by wyszedł prosto z imprezy ale elegancko trzymał się na nogach – jechał gdzieś do pracy kosić trawniki – POZDRAWIAM! Humor mu naprawdę dopisywał a perspektywa pracy w pełnym słońcu na mocnej zjazdówce nie robiła na nim najmniejszego wrażenia 😀 Weteran Pracy! 🙂 Była też starsza para, która również wybierała się w stronę świętokrzyskiego na wycieczkę rowerową oraz kilka innych osób.

Droga minęła bardzo szybko 🙂 wysiadłem z pociągu. Przetaszczyłem rower po gigantycznych schodach z drugiego peronu i odpaliłem aplikację z mapą. Po drodze jeszcze tylko sklep by dokupić wodę i jazda!
Tory i pociągi zawsze miały w sobie coś magicznego. Może dlatego, że kojarzą się z podróżą oraz przygodą?

Zanim dobrze wyjedziemy z miasta 😀 Przyjemne po asfalcie.

Ostatnia prosta przed ucieczką z miasta w stronę natury oraz wiejskich sielankowych widoków.

Zalew w Bliżynie – pierwsze spotkanie.

Piękny zbiornik wodny. Jeszcze dobrze nie ruszyłem a już by się chciało “odpocząć” nad wodą 🙂

Scenka rodzajowa sprzed (chyba) ostatniego sklepu chwilę przed wjazdem w dziksze tereny. Walka z kacem 😛
Bardzo miła pani ekspedientka uatrakcyjniła mi spożywanie “płynów” miejscowymi opowieściami o faunie i florze 🙂 …oswojone bociany to jest to 😛

Zeszło-dniowe nawałnice z gradobiciem zostawiły po sobie świadectwo.
Dopiero co uciekłem z miasta i od razu cały w błocie 🙂

Im dalej w las tym ciekawiej 🙂 bardzo zróżnicowany teren no i troszkę delikatnej wspinaczki rowerowej

Świnia Góra wita 🙂

Przyjemnie odzipnąć w cieniu drzew.

Wspinaczka i wspinaczka, chwila odpoczynku a w oddali widać przemieszczających się ludzi. Pewnie jakaś wycieczka. Zapewne ktoś wpadł na podobny pomysł by tak piękny i słoneczny dzień wykorzystać na integrację z przyrodą…

…okazuje się, że to nie wycieczka a tłumy zainteresowanych którzy przybyli na rekonstrukcję wydarzeń wojennych. W tle wojska niemieckie vs Hubal. Ale czas jechać dalej. Przede mną jeszcze sporo drogi. Jak się niebawem okaże bardzo przyjemnej drogi. Zawsze tam gdzie podjazd musi nastąpić i zjazd – ten był niesamowity i jedyny w swoim rodzaju. Wąski asfalt a dookoła wybuch wiosennej zieleni nieskażonej ludzkim czynnikiem. Można się konkretnie rozpędzić! 🙂

Przyroda potrafi zaskoczyć kreatywnością form!

ani jednej żywej duszy.

Tutaj też nikogo.

Sam na sam z naturą! Upragniony odpoczynek od miejskiego zgiełku.

Ktoś się postarał 🙂

Woda, las i czas na odpoczynek! – Zalew Krasna
zalew Krasna

nad zalewem Krasna 😀

takich starych niszczejących domków mijamy po drodze dość sporo 🙂 jest na czym zawiesić oko 🙂 aż chciało by się wyciągnąć akwarele i poświęcić takim miejscom trochę więcej czasu.

Im bliżej rezerwatu tym mocniej zmienia się nawierzchnia. Ta z daleka wyglądała na dość piaszczystą a w rezultacie okazała się twarda jak skorupa i usłana drobnymi kamieniami. Przyznam, że pierwszy raz jechałem po takim podłożu. Nie chciał bym się tutaj przewrócić nawet przy małej prędkości.  Miejscami owa skorupa przybiera bardzo plastyczne kształty. Tam gdzie jest sucha jest niesamowicie twarda, natomiast tam gdzie znajduje się jeszcze odrobina wody staje się bardzo miękka, grząska i klejąca.  W jednej z takich niewinnych kałuż koło wpadło mi prawie do połowy O_O

Zapraszamy na wycieczkę nad mokradłami.

A pod nami oraz dookoła takie scenerie 🙂

powoli wracamy do cywilizacji. Do planowanego pociągu powrotnego jeszcze trochę czasu dlatego odpalamy ostatnie zapasy! kilka kabanosów, baton mięsny, pomidor + piffko 0,33 (oczywiście na uzupełnienie mikroelementów w organizmie).jeszcze pożegnanie z pierwszym a zarazem ostatnim zalewem – w BliżyniePeryferia miasta. Nieubłaganie zbliża się powrót do rzeczywistości.

Trzeba wracać.

Radom-Siczki: troszkę inaczej

Radom-Siczki: troszkę inaczej

Zalew w Siczkach na okrętkę

trasa: 50+ km,
asfalt,szuter,wydeptane ścieżki,piach

Hej!

Chciałem się pochwalić kolejną trasą znalezioną na Traseo. Tym razem dość znana destynacja dla osób z Radomia, mianowicie zalew w Siczkach.
Droga ta spodobała mi się tak bardzo, że przejechałem już ja trzy razy! 🙂
Zaczynamy asfaltem, który pozwala szybko wyjechać z miasta. Musimy troszkę się przemęczyć z samochodami ale… dalsza trasa nam wszystko rekompensuje 🙂

Docierając do Jastrzębi skręcamy w prawo na rozwidleniu przed kościołem. Tam nas czeka już asfalt z małym natężeniem ruchu. Jedziemy prosto docieramy do lasu i zaczyna się (chyba) najbardziej uciążliwy fragment trasy. Spory piach ale do przejechania. Docieramy do ciekawego miejsca z paleniskiem oraz zadaszeniem gdzie możemy zaczerpnąć chwilę oddechu i odpocząć 🙂 Dalej czeka nas sama słodycz 🙂 Przepiękna droga po lesie. Trafiają się odcinki gdzie widać, że niewiele ludzi dociera. Dzikie zwierzęta, świerze powietrze i szum lasu. Płaski teren pozwala ładnie się rozpędzić do czego namawiam. Szybkie odcinki pomiędzy korzeniami i gałęziami dają dużo satysfakcji 🙂 Wyjeżdżamy z lasu nad zalewem 🙂

Powrót jest równie przyjemny. sporą część trasy pokonujemy przez las mniej lub bardziej uczęszczanymi ścieżkami 🙂 Docieramy do okolic Kozłowa gdzie z oddali witają nas wiatraki 🙂

Dalsza trasa jest swojego rodzaju odpoczynkiem od leśnych duktów 🙂 asfaltem docieramy do Radomia.
No a poniżej wstawiam krótką fotorelację z tej popołudniowej mikropodróży 🙂 Enjoy!

Jeszcze zanim dobrze wyjedziemy z miasta możemy natknąć się na takie widoczki 🙂

Chwilę po opuszczeniu asfaltowych dróg na dość spory odcinek 🙂 niestety zanim nastąpi najprzyjemniejsza część trasy musimy się troszkę przemęczyć po piaszczystym terenie.

Dalej po dość głębokim piachu, ale już niebawem odpoczynek 🙂

Wypad zacząłem po pracy, więc już na początku trasy słońce było dość nisko ale dzięki temu uzyskałem tak niesamowicie teatralne oświetlenie 🙂

Chwila odpoczynku po męczącym odcinku i ruszamy dalej! na szczęście najgorsze już za nami 🙂

 Trzeba uważać by się nie zgubić 🙂 przy tej tabliczce zjeżdżamy w prawo (tam zaczynają się naprawdę ciekawe widoki i z łatwością natrafimy na dzikie zwierzęta)

To był naprawdę niesamowity widok. Las tak gęsty, że słońce nie przebijało się w niższe fragmenty drzew. Jedynie w oddali widać promienie słońca dostające się na mniej zalesiony drugi plan

Od czasu do czasu trafi się fragment utwardzonej nawierzchni. Chwila odpoczynku w trakcie jazdy.

Osamotniony, zapomniany znak zdominowany przez naturę.

W takiej scenerii docieramy nad zalew.

Zachód słońca nad zalewem. idealnie się wstrzeliłem w czas 🙂

No to czas wracać!

Skręciłem jedną ścieżkę za wcześnie i odkryłem takie ciekawe miejsce schowane między zalesionymi nasypami.
Przepraszam za jakość ale takie są uroki telefonu. Wydawało się OK a wyszło jak wyszło

gdyby nie ta pomyłka pewnie nigdy bym się nie dowiedział o tym miejscu. a Tyle razy przejeżdżałem nieopodal 🙂

coraz ciemniej, jednak odpowiednie oświetlenie do roweru pozwala jechać przez las po zmroku 🙂

asfaltując do domu dostajemy takie widoczki na pożegnanie 🙂

To był naprawdę udany wypoczynek po pracy. Polecam gorąco wszystkim tą trasę! Naprawdę warto. Jeśli uda wam się znaleźć chwilkę by zrealizować taką wycieczkę pochwalcie się swoimi wrażeniami.
Do następnego wpisu! HEJ! 😀 😀 😀

Przyjemna trasa po pracy

Przyjemna trasa po pracy


2#
okolice Radomia

Hej!

Tym razem chciałbym wam się pochwalić kilkoma przyjemnymi miejscami, które miałem okazję znaleźć przed weekendem majowym. Na Traseo wpadła mi w oko interesująca trasa prowadząca w okolice, których jeszcze nie odwiedzałem. Ciekawość zwyciężyła. Po pracy przebrałem się, wsiadłem na rower i ruszyłem. BYŁO WARTO 🙂

Jest to niezwykle urokliwa trasa w większości po mało uczęszczanych drogach asfaltowych ale znajdą się również odcinki przez las po ubitych ścieżkach 🙂 można natknąć się na sarenki oraz inne dzikie zwierzęta oraz naprawdę odpocząć 🙂

No ale powiedzmy też coś o negatywach, a tych naprawdę niewiele 🙂
Najgorszy niestety jest wyjazd oraz powrót do miasta. Trasa ulicą w stronę Trablic z południa wiecznie oblegana jest przez auta o sporych gabarytach. Ale spokojnie 🙂 późniejsze widoki zrekompensują wam wszystkie niedogodności 🙂

wiosna wiosna wiosna 🙂

takie oto widoczki rozpościerają się z pobliskiej wieżyczki widokowej 🙂

a takie widoczki znajdziemy zaraz przy ruchliwej ulicy 🙂

jeden z wielu stawów, które mijamy po drodze 🙂

niezwykle przyjemna droga pomiędzy stawami

Niestety pogoda dość pochmurna i wietrzna ale może wam uda się trafić w te okolice w słoneczny dzień. Tutaj wrzucam wam trasę którą jechałem. znalazłem ją na Traseo z zaznaczonymi przez autora zdjęciami naniesionymi na mapę :